Jak i dlaczego ludzie giną na Mount Evereście
Gdzie czytasz ten tekst? Najpewniej na wysokości nie większej niż 500 m n.p.m. Niewiele miast w Europie czy Stanach Zjednoczonych leży wyżej. Na wysokościach zbliżonych do poziomu morza, nawet przy dużym mrozie, organizm ma dość sił, by utrzymać ciepło, a mózg otrzymuje wystarczająco dużo tlenu do normalnej pracy.
Wysokie góry rządzą się innymi prawami. To środowisko nieprzyjazne człowiekowi, w którym nawet najprostsze czynności wymagają ogromnego wysiłku. Na Evereście i innych himalajskich szczytach wysokości powyżej 8 000 m n.p.m. nazywa się poetycko, a zarazem złowrogo, strefą śmierci. W rzeczywistości nie ma w tym nic poetyckiego: organizm pracuje na granicy możliwości. Gdy wspinacze decydują się wejść tak wysoko, tragiczne wypadki nie są zaskoczeniem.
Ile osób zginęło na Mount Evereście?
Śmiertelność na Evereście wynosi około 2% wszystkich wspinaczy. Ta liczba może nie robić wrażenia. Proporcjonalnie prawdziwe „góry zabójcy” zabierają znacznie więcej istnień – na przykład K2, gdzie ginie niemal co 4. wspinacz, albo Kanczendzonga, która pochłania życie co 5. osoby.
Jednak z powodu popularności i względnej „przystępności” Everestu liczba ofiar jest tragicznie wysoka. Spośród ponad 7 000 wejść, nie licząc powtórnych zdobyć, góra okazała się śmiertelna dla ponad 300 osób. Ciała części z nich nadal leżą w pobliżu szczytu najwyższej góry świata.
Który rok był najtragiczniejszy pod względem zgonów na Evereście?
Ludzie próbujący zdobyć Everest giną w każdym sezonie, ale niektóre lata były szczególnie tragiczne. W 1922 roku lawina zabiła 7 osób. W sezonie 1996 zginęło 15 wspinaczy. W kwietniu 2014 roku 16 osób straciło życie po zawaleniu się . Rok później potężne trzęsienie ziemi wywołało lawinę, która pochłonęła 18 ofiar.
Śmierć George’a Mallory’ego w 1924 roku
Pierwsze udane wejście na Everest miało miejsce dopiero w 1953 roku, ale próby zdobycia szczytu podejmowano wcześniej. Najsłynniejsze z nich to 3 brytyjskie wyprawy z lat 1921–1924.
Pierwsza była potrzebna do rozpoznania i przygotowań – w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów nie istniała wtedy żadna infrastruktura prowadząca pod górę. Podczas drugiej ekspedycji zespół osiągnął bezprecedensową jak na tamte lata wysokość 7 770 m n.p.m., po czym wycofał się, by wrócić rok później i zaatakować szczyt z nowymi siłami.
Jednym z liderów brytyjskich wspinaczy był 37-letni George Mallory. Archiwalne zapiski i listy pokazują, że całkowicie wszedł w rolę zdobywcy Mount Everestu i w myślach uznawał już szczyt za swój. Jednocześnie istnieją przypuszczenia, że Mallory rozumiał, iż w 1924 roku wejście może być niemożliwe. Chciał rozpoznać drogę, przetestować sprzęt tlenowy i zapewnić sobie miejsce w zespole, który miał zdobyć Everest w następnym roku. Los zdecydował inaczej.
Ciało George’a Mallory’ego odnaleziono 75 lat później na wysokości 8 155 m n.p.m. Do dziś trwa spór, czy Mallory i jego partner wspinaczkowy Andrew Irvine stanęli na szczycie. Logika podpowiada, że nie. Przy ich sprzęcie i wyposażeniu zdobycie wierzchołka było niemożliwe. W dokumentach Mallory’ego znalezionych przy ciele brakowało jednak fotografii żony i brytyjskiej flagi. Obiecał, że zostawi je na szczycie… Ciała Irvine’a nie odnaleziono do dziś.
Tragedia 1996 roku
Katastrofa, która rozegrała się na górze, doprowadziła do śmierci 8 wspinaczy. Wydarzenia z 10–11 maja 1996 roku opisano w kilku książkach i stały się one inspiracją dla 2 filmów fabularnych, w tym znanego filmu „Everest” z 2015 roku z Joshem Brolinem i Jakiem Gyllenhaalem. Zainteresowanie wynika nie tylko z liczby ofiar, lecz także z filmowego niemal przebiegu tej historii. Są w niej nieodwracalne błędy, heroizm, tragiczna obojętność i prawdziwy cud.
Śmierć uczestników wypraw wchodzących od strony Nepalu
W połowie lat 90. popularność wejść na Everest zaczęła rosnąć. Pojawiło się wiele firm gotowych prowadzić na najwyższy szczyt świata także początkujących wspinaczy. Rząd Nepalu zwiększył zaś liczbę wydawanych pozwoleń.
9 maja 2 amerykańskie ekspedycje komercyjne ruszyły w stronę szczytu. Doświadczeni przewodnicy i liderzy wypraw, Rob Hall z zespołu Adventure Consultants oraz Scott Fischer z ekspedycji Mountain Madness, nieformalnie ze sobą rywalizowali. Każdemu zależało na udanym wejściu. W obu zespołach byli dziennikarze – jednym z nich był Jon Krakauer, który później napisał światowy bestseller o wydarzeniach na górze.
Zespoły przyjęły tę samą strategię: jeśli do ustalonej godziny nie osiągną szczytu, miały zawrócić. z obu ekspedycji działali razem i mieli rozwiesić wspólne liny poręczowe na wysokości 8 500 m n.p.m. Zmęczenie im to jednak uniemożliwiło. Przejście tego odcinka bez lin jest niemożliwe, dlatego ekspedycja utknęła na kilka godzin.
Część wspinaczy zawróciła i bezpiecznie zeszła do obozu. Inni osiągnęli szczyt, ale byli tak wyczerpani, że zabrakło im sił na zejście. Jak później analizowali niektórzy eksperci, Rob Hall nie potrafił stanowczo zarządzić rezygnacji z ataku szczytowego i pozwolił iść dalej nawet najsłabszym uczestnikom. Ta pobłażliwość okazała się śmiertelna: wejście na szczyt było łatwiejszą częścią. Prawdziwe trudności zawsze zaczynają się podczas zejścia.
Jednym z tych, którzy boleśnie przekonali się o tej prawdzie, był amator wspinaczki Beck Weathers. Nie mogąc znaleźć swojego namiotu, stracił przytomność w pobliżu obozu. 2 ratowników obejrzało go, ale uznało, że już nie żyje. Beck niewiarygodnie przeżył, choć stracił prawą rękę, palce lewej dłoni, czubek nosa i fragmenty stóp. Pojawił się w obozie wysokościowym z twarzą pokrytą skorupą lodu i dłonią wyciągniętą przed siebie, bez rękawic. Wspinacze opisywali ten moment jak scenę z horroru.
Ludzie gubili drogę. Widoczność nie przekraczała 2 m. Huraganowy wiatr i skrajne zimno odbierały siły nawet tym, którzy mogli jeszcze pomóc. Rob Hall zmarł w pobliżu Wierzchołka Południowego. Tego samego dnia podczas wejścia na Mount Everest zginęło jeszcze 3 członków jego zespołu. Scott Fischer zmarł na Balkonie południowo-wschodniej grani.
Jedynym człowiekiem, który uratował 3 umierające osoby, był Anatoli Boukreev. Pozwoliły mu na to lata doświadczenia we wspinaniu bez tlenu i wyjątkowo dobra forma fizyczna. Na takich wysokościach prawie nikt nie ma już siły na akcję ratunkową.
Tak Peter Habeler, partner Reinholda Messnera podczas pierwszego wejścia na Everest bez użycia tlenu, opisywał odczucia na dużej wysokości: „...Nawet w sprzyjających okolicznościach każdy krok na takiej wysokości wymaga olbrzymiej siły woli. Trzeba bez przerwy zmuszać się, by sięgnąć po kolejny chwyt. Ołowiane, śmiertelne zmęczenie nieustannie cię ściga... Każdy może liczyć tylko na siebie. Jeśli coś ci się stanie, pomoc nie nadejdzie. Wszyscy robią wszystko, co mogą, żeby przeżyć.”
Książki o tragedii 1996 roku:
Jon Krakauer, „Wszystko za Everest”
Anatoli Boukreev, „Wspinaczka”
Beck Weathers, „Pozostawiony na śmierć”
Matt Dickinson, „Druga strona Everestu”
Śmierć indyjskich wspinaczy na Drodze Północnej
W tym samym czasie, gdy tragedia rozgrywała się na południowych stokach Everestu, dramatyczne wydarzenia miały miejsce także po stronie północnej. Indyjscy wspinacze z formacji wojskowych podejmowali tam próbę wejścia na Mount Everest.
Zamiast wyruszyć wcześnie w nocy, rozpoczęli wspinaczkę o 8:00 rano. Jak na Everest – zdecydowanie za późno. Zgodnie z planem około 15:00 mieli zacząć schodzić, niezależnie od tego, czy dotarli na szczyt. Tak się nie stało. O 18:30 3 członków ekspedycji przekazało, że są na szczycie, i rozpoczęło zejście. Burza, zmęczenie i ciemność utrudniły im jednak powrót do obozu szturmowego. Nigdy tam nie dotarli; zostali zbyt wysoko, bez namiotów, jedzenia i zapasu tlenu.
Następnego dnia, mimo utrzymującej się złej pogody, w stronę szczytu ruszyła ekspedycja japońska. To, co wydarzyło się podczas ich wejścia, do dziś budzi spory i potępienie w środowisku wspinaczkowym. Według relacji japońscy wspinacze mieli minąć umierających Hindusów, nie udzielając im pomocy. Później zespół z Japonii zaprzeczył tym oskarżeniom.
Ciało jednego ze zmarłych indyjskich wspinaczy, Tsewanga Paljora, nadal leży przy drodze. Jego charakterystyczne zielone buty stały się punktem orientacyjnym dla wspinaczy i pojawiają się w wielu relacjach górskich. Próby zniesienia ciała i godnego pochówku okazały się dotąd zbyt ryzykowne dla osób, które miałyby to zrobić.
„Śpiąca Królewna” Francys Arsentiev
Amerykanka Francys Arsentiev była żoną słynnego rosyjskiego wspinacza Siergieja Arsentieva i sama także silną sportsmenką, mającą za sobą kilka udanych wejść wysokościowych.
Ich wspólne wejście na Everest w 1998 roku zaplanowano bez użycia tlenu. Oboje chcieli zdobyć szczyt w najbardziej „czystym” stylu alpejskim. Francys zamierzała zostać pierwszą Amerykanką, która wejdzie na Everest bez dodatkowego tlenu. Te ambicje okazały się dla obojga okrutną pułapką – zdobycie szczytu kosztowało ich życie.
Decydujące były 3 noce spędzone na wysokości 8 200 m n.p.m. w oczekiwaniu na okno pogodowe. Powoli odbierały im siły. W końcu para weszła na Everest. Zdobyli potężny szczyt i stanęli na wierzchołku niebezpiecznie późno, już wieczorem. Nie zdołali jednak zejść do obozu szturmowego. Czekała ich 4. noc na ekstremalnej wysokości – tym razem „na zimno”, bez śpiworów, kuchenki i jedzenia.
W jakiś sposób stracili się z oczu na krótkim odcinku. Francys musiała spędzić kolejną noc sama, półprzytomna. Wspinacze mijali ją i próbowali pomóc, ale nikt nie był w stanie jej uratować. Przez 9 lat ciało Francys leżało przy drodze na szczyt, aż członkowie specjalnej ekspedycji owinęli je amerykańską flagą i zepchnęli niżej, na grań. Ciało Siergieja znaleziono rok później – zginął w wyniku upadku, próbując ratować żonę.
David Sharp
W 2006 roku środowiskiem wspinaczkowym wstrząsnęła obojętność, z jaką 42 wspinaczy minęło umierającego Anglika Davida Sharpa. Nikt mu nie pomógł, a ekipa filmowa kanału Discovery, również uczestnicząca w wejściu, próbowała nawet przeprowadzić z nim wywiad, zanim zostawiła go samego. Sharp podjął próbę szczytową samotnie, prawdopodobnie bez odpowiedniego sprzętu. Zmarł 250 m powyżej obozu IV, w „jaskini Green Boots”, niezdolny do zejścia.
Wejście na Everest wymaga gotowości, by na nim pozostać. Szukanie pomocy w „strefie śmierci” niemal zawsze okazuje się daremne. Najdobitniej świadczą o tym ciała wspinaczy pozostawione w tej samej pozycji i w tym samym miejscu, w którym zastała ich śmierć. Sprowadzenie ich na dół jest skrajnie trudne: według Anga Tsheringa Sherpy, byłego prezesa Nepal Mountaineering Association, ciało ważące 80 kg po zamarznięciu może ważyć 150 kg. A ponieważ z czasem obrasta lodem i zostaje zasypane śniegiem, jego wydobycie staje się praktycznie niemożliwe.
Tragiczny sezon 2023 roku
W 2023 roku rząd Nepalu wydał rekordowe 463 pozwolenia. Wraz z Szerpami towarzyszącymi wspinaczom łączna liczba osób wchodzących na Everest zbliżyła się do 1 000.
Rekordowa była również liczba zgonów. W minionym sezonie zginęło 18 osób. Taka liczba ofiar w 1 roku pojawiła się wcześniej tylko w 2015 roku, ale wtedy wszystkie śmierci były skutkiem klęski żywiołowej.
Eksperci uważają, że liczba zgonów na Evereście nie będzie spadać, ponieważ zbyt wielu niedoświadczonych wspinaczy marzy o zdobyciu szczytu. Do tego zmienia się klimat, pogoda staje się mniej stabilna, a lodowiec porusza się szybciej, przekształcając przebieg drogi u podstawy góry.
Jakie są główne zagrożenia na Mount Evereście?
Technicznie wejście klasyczną drogą nie jest trudne. Gdyby przebiegała 2 km niżej, zapewne nie byłaby tak wymagająca i niebezpieczna.
Choroba wysokościowa i zależność od tlenu
Głównym zagrożeniem na dużej wysokości jest choroba wysokościowa. Niska zawartość tlenu utrudnia oddychanie i wpływa na wszystkie układy organizmu. To również najważniejsze niebezpieczeństwo strefy śmierci. Choroba wysokościowa może prowadzić do stanów zagrażających życiu: wysokościowego obrzęku płuc (HAPE) i wysokościowego obrzęku mózgu (HACE). Może też powodować poważne zaburzenia świadomości i halucynacje. Wspinacze na Evereście nabierają wysokości powoli, zwykle przechodząc z bazy do obozu II, obozu III, obozu IV, a dopiero potem podejmują próbę szczytową. Nawet prawidłowa aklimatyzacja pomaga jednak tylko częściowo, ponieważ do ekstremalnej wysokości nie da się w pełni przystosować.
Tlen to życie. Na dużych wysokościach te słowa nabierają dosłownego znaczenia. Wspinacze wchodzący na himalajskie szczyty zwykle korzystają z butli z dodatkowym tlenem. Wejście bez tlenu to rzadkość i prawdziwe osiągnięcie sportowe. tak opisywał odczucia podczas wejścia bez tlenu: „Oddychanie stało się tak poważnym przedsięwzięciem, że prawie nie mieliśmy już siły iść”. Pisał, że w tamtej chwili jego mózg wydawał się martwy, a poruszała go wyłącznie siła woli. „Byłem niczym więcej niż samotnym, ciężko oddychającym płucem unoszącym się nad mgłami i szczytami” – zanotował.
Lodospad Khumbu
Lodospad Khumbu jest częścią lodowca Khumbu i najbardziej przerażającym oraz nieprzewidywalnym odcinkiem klasycznej drogi przez Przełęcz Południową na szczyt. Stale się porusza, tworząc nowe szczeliny i przesuwając bloki lodu. Aby dotrzeć do obozu I, wspinacze muszą przejść przez ten labirynt po zamocowanych drabinach i linach. Poruszanie się po poziomych drabinach, w rakach, na wysokości niemal 6 000 m n.p.m., gdy pod spodem jest tylko powietrze, wymaga prawdziwej determinacji.
W 2014 roku na tym odcinku drogi doszło do tragedii. Oderwanie się seraka lodowego natychmiast zabiło 16 osób. Wszyscy byli Szerpami. Dla nepalskich wspinaczy wejścia na Everest to dobrze płatna praca, z zarobkami około 50 razy wyższymi od średniej krajowej. Ryzyko jest jednak równie wysokie.
Odmrożenia
Na dużej wysokości krążenie zwalnia. Organizm kieruje energię na ochronę najważniejszych narządów, pozostawiając obwodowe części ciała bez pełnego wsparcia. Dlatego odmrożenia dłoni i stóp pojawiają się tak szybko. Pierwszymi sygnałami mogą być mrowienie lub drętwienie skóry. Cierpi również twarz: w miejscach nieosłoniętych maską albo kominiarką skóra może czernieć od ostrego wiatru i zimna. Wielu zahartowanych wspinaczy doświadczyło odmrożeń; na takich wysokościach to zjawisko częste.
Za dobrą pogodę do wspinaczki uznaje się temperaturę -20°C. Jeśli nie ma wiatru, odmrożeń czasem udaje się uniknąć. Ostatecznie wiele zależy jednak od szczęścia.
Ogromna skala
Reinhold Messner powiedział: „W Himalajach wszystko jest zbyt wielkie. W tych gigantycznych górach zła pogoda trwa długo. Trzeba więc długo czekać, aż nadejdą warunki odpowiednie do wspinaczki. Tutaj możliwości człowieka są mniejsze niż w innych górach. Słońce pali mocniej, burze są gwałtowniejsze, a podejścia dłuższe. Wszystko tutaj jest nadmierne”.
Strach przed porażką
Koszt wyprawy na Everest zaczyna się od 50 000 dolarów amerykańskich. Za samo pozwolenie wspinaczkowe, dokument wydawany przez nepalski departament turystyki, trzeba zapłacić 11 000 USD. Do bezpośrednich kosztów organizacji ekspedycji dochodzą wyjazdy przygotowawcze i wcześniejsze wejścia. Everest nie powinien być pierwszym szczytem w karierze wspinacza.
Często to poniesione koszty stają się przyczyną błędnych decyzji. Wycofanie się spod szczytu, w który włożono tyle wysiłku i pieniędzy, jest bardzo trudne. Jak mówią wspinacze: „Lepiej wracać wiele razy, niż nie wrócić wcale”. Dlatego doświadczeni przewodnicy stanowczo zawracają uczestników, jeśli widzą zagrożenie dla ich życia lub zdrowia.
Dlaczego ludzie wciąż próbują zdobyć Everest?
„Bo istnieje!” – zapewniał George Mallory.
Prawie 100 lat później podobnie mówi Alexander Abramov, 10-krotny zdobywca Everestu i organizator wielu udanych komercyjnych wypraw na ten szczyt. Nazywa Everest najwyższym celem i znakomitą motywacją życiową. „Dzięki celowi, jakim jest wejście na szczyt, ludzie przez co najmniej 3–4 lata prowadzą bardzo ciekawe życie. Zaczynają robić rzeczy, których wcześniej nigdy nie robili. Zaczynają biegać rano i podróżować. Pojawiają się góry – przed Everestem trzeba wejść na inne szczyty. A samo wejście staje się wielkim sprawdzianem siebie: pozwala zobaczyć, kim jesteś i do czego jesteś zdolny”.
Wszystkie treści Altezza Travel powstają przy udziale ekspertów i po rzetelnym researchu, zgodnie z naszą polityką redakcyjną.
Chcesz dowiedzieć się więcej o wyprawach w Tanzanii?
Skontaktuj się z naszym zespołem. Znamy najważniejsze miejsca w całej Tanzanii. Nasi konsultanci wypraw, pracujący u podnóża Kilimandżaro, chętnie podpowiedzą i pomogą zaplanować podróż dopasowaną do Ciebie.
