Niedaleko rozgrzanego kontynentu afrykańskiego, w pobliżu równika, z wód Oceanu Indyjskiego wynurza się wyspa z białymi arabskimi pałacami, meczetami, indyjskimi rezydencjami i piaszczystymi plażami, nad którymi kołyszą się palmy. To Turyści tradycyjnie nazywają Zanzibarem główną wyspę archipelagu o tej samej nazwie, choć właściwa nazwa wyspy, na której leży Stone Town, to Unguja. Nadal będziemy używać słowa „Zanzibar”, bo w świecie zachodnim przyjęło się właśnie w ten sposób ją określać. , na której leży Stone Town, wciąż przechowujące niezwykłe historie w swoich wąskich uliczkach. Stare mury zdradziły nam kilka z nich – teraz opowiemy je Tobie.
Stone Town: pierwsze wrażenia
Gdy dotrzesz do Stone Town, łatwo poczuć się jak podróżnik w czasie. Wokół stoją niszczejące domy z wapienia koralowego, ażurowe drzwi i balkony zdają się przenosić w arabską albo indyjską przeszłość, a gwar handlu dopełnia obraz dawnego miasta. Miejscowi niemal nie zdradzają przynależności do XXI wieku: noszą proste muzułmańskie stroje, od stuleci najlepiej znoszące tutejszy upał. Mimowolnie spodziewasz się, że zza kolejnego rogu wyłoni się karawana ludzi sułtana, a za nią poprowadzony zostanie szereg niewolników, pobrzękujących łańcuchami w drodze na targ.
Wtedy jednak przez skrzyżowanie przemyka zupełnie współczesny motocykl i czar pryska. Zaczynasz dostrzegać, że między sklepem z owocami a sklepikiem z pamiątkami działa punkt sprzedający laptopy, mężczyzna w białej diszdaszy siedzący na schodach trzyma w dłoni telefon komórkowy, a nad ulicą zwisa girlanda przewodów na wysokości pierwszego piętra. Ty sam jesteś po prostu jednym z podróżnych krążących po popularnym miejscu na turystycznej mapie.
Spróbuj wrócić tu wieczorem. W dzień i tak jest zbyt gorąco. Sklepy będą już zamknięte, ale mieszkańcy tych dwu- i trzypiętrowych ruin wyjdą przed drzwi, usiądą na progach, będą rozmawiać i gotować przy tlącym się oleju. Dzieci zaczną głośno bawić się w wąskich uliczkach, a urok przeszłości znów zadziała.
Nie bez powodu całe Stone Town na Zanzibarze wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To miejsce naprawdę jest barwne i bardzo stare. Tak stare, że kruszeje szybciej, niż można je odbudowywać. Kto jeszcze tu nie był, powinien pospieszyć się, by zobaczyć tę niezwykłą mieszankę kultur perskiej, arabskiej, indyjskiej i afrykańskiej. To nie chwyt marketingowy mający przyciągnąć turystów, lecz odrobina smutnej prawdy o Stone Town. Dziś słynny House of Wonders oraz dom handlarza niewolników Tippu Tipa stoją częściowo zrujnowane. Niektóre budynki rozebrano już z powodu fatalnego stanu technicznego.
Stone Town: historia zatrzymana w miejscu
Co właściwie przyciąga podróżnych do zanzibarskiego Stone Town? Całe miejsce to zaledwie kilka ulic – tak splątanych i wąskich, że nadają się wyłącznie dla pieszych. Popularne plaże leżą po przeciwnych stronach wyspy: na wschodzie, zachodzie i północy, a kilka także na południu. Zachodnia część wyspy jest gęsto zamieszkana przez miejscową ludność. W praktyce na całym archipelagu złożonym z 75 wysp istnieje tylko jedno miasto; reszta to rozciągnięte osady i strefy wypoczynkowe.
Aby zrozumieć atrakcyjność jedynego miasta Zanzibaru, trzeba rozłożyć je warstwa po warstwie, jak dobry przekładaniec. Po drodze odkryjemy wiele ciekawych rzeczy. A więc, prawdziwe Stone Town, pokaż się nam.
Rybacka wioska Shangani
Gdy zamienimy miejscami 2 i 1, przeniesiemy się z XXI wieku do XII wieku. Zamiast Stone Town znajdziemy tam niewielką rybacką wioskę o nazwie Shangani.
Wszystkie budynki są jeszcze parterowe, nikt nie słyszał o kamiennych murach, w najlepszym razie stoją konstrukcje drewniane, a dachy kryje strzecha. Wkrótce jednak miała rozpocząć się budowa w nowej technologii – jej efekty oglądamy do dziś.
Jeśli odnajdziesz wyspę Zanzibar na mapie i prześledzisz linię brzegową dalej na południe, najpierw natrafisz na dużą wyspę Mafia, a jeszcze dalej – na spokojny naturalny port, w którym ocean zdaje się wnikać w ląd drobnymi mackami, tworząc rozgałęziony system wodny. Leży tam kilka wysepek, wśród nich historycznie ważna Kilwa. Niegdyś stało na niej miasto Kilwa Kisiwani, po którym pozostały dziś ruiny, choć jeszcze w XIV wieku podróżnicy opisywali je jako jedno z najpiękniejszych miast świata.
Legenda głosi, że wyspę Kilwa kupił w XI wieku od miejscowych dziedzic starożytnego Szirazu, perskiego miasta. Wygnany przez braci, długo żeglował na południe w poszukiwaniu schronienia. Znalazł je na dogodnie położonej wyspie, zbudował tam miasto i rozwinął handel z kontynentalną Afryką, Indiami, Arabią i ziemiami perskimi. Zostawmy jednak na chwilę legendy i przyjmijmy fakt, że już w XII wieku handlowe miasto Kilwa było tak potężne, iż podbiło całe Wybrzeże Suahili obejmuje obszary Afryki Wschodniej wzdłuż Oceanu Indyjskiego: od północnego Mozambiku, przez całą Tanzanię, po wybrzeże północnej Kenii. Należą do niego także niemal wszystkie grupy wysp położone przy tym fragmencie kontynentu, w tym Komory i Archipelag Zanzibar. Kultura Suahili, tworzona przez przybyszów z Persji, Jemenu i Omanu na tradycyjnych ziemiach afrykańskich w ramach relacji handlowych, utrwaliła się wraz z powstaniem wspólnego języka suahili, a także wspólnych praktyk religijnych i wielu innych zwyczajów kulturowych, które później rozprzestrzeniły się w głąb Afryki Wschodniej.
Wpływ Kilwy
Jaki związek łączy dawną Kilwa Kisiwani ze współczesnym Stone Town? To właśnie przybysze z Kilwy przynieśli tu kulturę budowania z kamienia. Wcześniejsze domy wznoszono z drewna, gliny i innych materiałów, które nie mogły przetrwać stuleci. Historycy uważają, że ludzie zamieszkiwali Zanzibar przez wiele wieków, a nawet tysiącleci przed naszą erą. Niedawno w jednej z jaskiń na wyspie odkryto kamienne narzędzia, których wiek wskazuje, że człowiek żył tu już 22 000 lat temu.
Są też nowsze znaleziska świadczące o aktywności dawnych szlaków handlowych między Indiami a Afryką. Miejscowa ludność z pewnością korzystała z gęsto zaludnionego zachodniego brzegu Zanzibaru, ponieważ po pierwsze ma on wygodny naturalny port, a po drugie jest najmniej narażony na przypływy i odpływy, co odróżnia go od reszty wyspy. Dawne cywilizacje nie pozostawiły nam jednak swojego dziedzictwa architektonicznego.
Od końca XI wieku na Zanzibarze zaczęli osiedlać się kupcy z Arabii, Persji i Indii. Jako najbogatsi członkowie społeczeństwa mogli pozwolić sobie na domy z kamienia i wapienia koralowego. To przybysze z perskiego Szirazu zbudowali meczet Kizimkazi Dimbani na południu Zanzibaru, uznawany za pierwszy meczet na półkuli południowej. Później stał się wzorem dla innych meczetów w Afryce Wschodniej. Tak rodziły się tradycje architektoniczne przyszłego Stone Town.
Przez około 4 stulecia zanzibarska wioska Shangani rozwijała się pod wpływem Kilwy, stając się typowym portem handlowym obok Sofali w Mozambiku, osad na wyspach Mafia i Pemba, części Komorów, portów handlowych Madagaskaru oraz kenijskich miast-państw Malindi i Mwita, czyli dzisiejszej Mombasy.
Miasto rosło i bogaciło się. Osiedlało się tu coraz więcej kupców jemeńskich i perskich, a także handlarzy z Indii. Z samego Zanzibaru nie było wówczas czego eksportować, ale port dawnego Stone Town był dogodnym magazynem na morskim szlaku handlowym. Z kontynentalnej Afryki wywożono złoto, kość słoniową, skóry zwierząt i inne towary. Stopniowo rozpędzał się również handel niewolnikami: w środkowej i wschodniej Afryce arabscy najemnicy porywali ludzi i pędzili ich na wschodnie wybrzeże, skąd jako towar trafiali statkami do krajów Azji.
Rejsy handlowe po Oceanie Indyjskim były silnie zależne od pogody, zwłaszcza od monsunów. Armatorzy musieli czekać na sezonowe wiatry, a następnie mijało co najmniej 6 miesięcy, zanim mogli wysłać statek załadowany towarami. Kupcy osiedlali się więc w miastach portowych, asymilowali z miejscową ludnością, żeniąc się z kobietami z zanzibarskich plemion, przejmowali lokalne zwyczaje i dzielili się własnymi tradycjami muzułmańskimi, zwłaszcza religijnym spojrzeniem na świat, obyczajami, pismem i inną wiedzą. Miejscowi handlarze chętnie przejmowali arabskie praktyki, co przynosiło im bogactwo i wpływy w rodzinnej osadzie.
Ta wymiana kulturowa wzdłuż całego wybrzeża, gdzie miasto-państwo Kilwa osadzało swoich sułtanów jako władców, przyczyniła się do narodzin kultury Suahili, którą po stuleciach widzimy w całej Afryce Wschodniej. Tak trwało to aż do przybycia Europejczyków.
2 „spokojne” stulecia z Portugalczykami
Pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Sułtanatu Kilwy, był Portugalczyk Pêro da Covilhã. Był skutecznym zwiadowcą i podróżował po ziemiach Kilwy pod przykrywką arabskiego kupca. Wysłał go król Portugalii, szukający odległych krajów, skąd sprowadzano przyprawy. Portugalia wiedziała o istnieniu bogatych Indii, ale nie miała dokładnych map, a tym bardziej pewności, czy można dotrzeć tam drogą morską. Pêro da Covilhã nie tylko znalazł dowody na istnienie morskiego szlaku do Indii wokół południa Afryki, lecz także wskazał źródła bogactwa potężnej Kilwy, w tym kopalnie złota w Sofali.
Wkrótce przybyły portugalskie statki pod dowództwem Vasco da Gamy. Zanzibar uniknął najgorszego, bo Portugalczycy mijali wyspę w drodze do Indii i z powrotem. Po kilku kolejnych latach, na początku XVI wieku, do Zanzibaru podpłynął jednak okręt wojenny, a jego kapitan zagroził miastu wojną, jeśli miejscowe władze nie podporządkują się Lizbonie. Tak Zanzibar, cicho i spokojnie, stał się częścią imperium portugalskiego na niemal 2 stulecia.
Te 2 stulecia przeszły do historii niemal niezauważone. Portugalczycy nie zostawili na Zanzibarze znaczącego dziedzictwa, a budynki z tamtego okresu trudno dziś odnaleźć w mieście. W forcie wspomina się tylko o jednym portugalskim kościele, a na jednym ze skrzyżowań wciąż można znaleźć dawny kamienny łuk. To wyraźny kontrast wobec kolejnego, omańskiego okresu w dziejach wyspy.
Pod panowaniem imperium omańskiego
Największy wpływ na Stone Town wywarły rządy Omanu, kolejnego arabskiego państwa sąsiadującego z Jemenem. Większość tego, co widzimy dziś w Stone Town, powstała właśnie w tym okresie. To pod wpływem arabskim główne i jedyne miasto Zanzibaru zaczęło rozkwitać od końca XVII wieku. Ciemną stroną rozrostu i bogacenia się elit był ucisk ubogiej ludności, który doprowadził później do społecznego wybuchu. Do chwili, gdy omawiana osada stała się Stone Town, pozostawało jednak jeszcze 2,5 wieku.
Portugalczycy nie ingerowali zbytnio w wewnętrzne sprawy dawnych sułtanatów Kilwy. Żądali daniny i kontrolowali własne szlaki handlowe. Mimo to miejscowa muzułmańska elita, tracąc dochody i wpływy, coraz bardziej irytowała się obecnością imperialistów, a sąsiednia Mombasa raz nawet dokonała masakry Portugalczyków. W 1698 roku władze Zanzibaru, spiskując z niepokorną Mombasą, wezwały na pomoc omańską arystokrację, by obalić europejskich przybyszów. Tak rozpoczęła się druga epoka wpływów arabskich na Zanzibarze.
Omańczycy rozpoczęli szeroko zakrojone działania od budowy dużego fortu. Jego zachowane fragmenty do dziś należą do najważniejszych punktów orientacyjnych Stone Town i nadal są wykorzystywane, choć już nie w celach wojskowych. Od lat 30. XIX wieku miasto zaczęło intensywnie się rozbudowywać, tym razem już wyłącznie w kamieniu. Wytyczono nowoczesny plan zabudowy. W tym samym czasie omańscy władcy zakładali liczne plantacje goździków na żyznych ziemiach wyspy. Od tamtej pory Zanzibar zaczęto nazywać „wyspą przypraw”.
Imperium omańskie podbijało kolejne terytoria na wschodnim wybrzeżu Afryki i dalej na północ, w Zatoce Perskiej i wzdłuż jej brzegów. To ogromne państwo z licznymi sułtanatami stało się najpotężniejsze w Arabii. W pewnym momencie Zanzibar otrzymał rolę jego stolicy – w 1832 roku sułtan Omanu przeniósł swoją rezydencję do Stone Town. Być może był to najwyższy punkt powodzenia w historii miasta. Na brzegu i wokół niego zaczęły wyrastać luksusowe pałace. Dziś są architektonicznym skarbem zanzibarskiego Stone Town. Z pewnością zechcesz fotografować je z daleka, gdy przypłyniesz na wyspę promem z Dar es Salaam albo łodzią z mniejszych sąsiednich wysp.
W 1856 roku, wskutek wewnętrznych sporów w rodzinie następców tronu, imperium podzieliło się na 2 państwa: Sułtanat Maskatu i Omanu oraz Sułtanat Zanzibaru. Odtąd wyspa i przyległe terytoria były rządzone niezależnie od sił spoza Zanzibaru. Miała już wystarczające zasoby, by prowadzić własną politykę, handlować, bogacić się i rozszerzać wpływy. Pod jej władzę trafiły niespokojna Mombasa oraz dopiero rozwijające się miasto Dar es Salaam na przeciwległym, kontynentalnym brzegu, w miejscu osady Mzizima, które miało stać się stolicą Tanzanii.
Obok arabskich kupców Zanzibar przyciągał także handlarzy z Indii. Osiedlali się w Stone Town i przynosili tu własne tradycje. Doświadczeni podróżnicy dostrzegają dziś wiele podobieństw między dawnymi miastami Indii a Zanzibarem: te same wąskie ulice z domami, w których na parterze mieszczą się małe sklepiki; duże, ciężkie, rzeźbione drzwi z kolcami, pierwotnie dostosowanymi do odpierania ataków bojowych słoni; drewniane werandy, balkony i ramy zdobiące kamienne domy miasta.
A co z niewolnikami i Arabami?
W tamtym czasie Stone Town stało się najważniejszym na świecie ośrodkiem dostaw niewolników z głębi Afryki. Miasto wypełniały targi niewolników z ciemnymi komorami ukrytymi pod ziemią, gdzie w przerażających warunkach „przetrzymywano” przy życiu czarnych mężczyzn, kobiety i dzieci: zakutych w kajdany, przykutych łańcuchami do kłód i kamiennych posadzek. Dziś jako pomnik przetrwał tylko jeden targ niewolników, zachowany i przekształcony w muzeum. Im dłużej pozostaniesz w dusznej celi, w której nie da się nawet wyprostować, tym cięższe wrażenie wywoła to miejsce.
Historia wielowiekowego arabskiego ucisku Afrykanów pełna jest okrutnych praktyk wobec niewolników i prowadzi do krwawego finału, od którego dzieli nas jeszcze stulecie. Na razie ludzi z Afryki Centralnej przywozi się rybackimi dhowami, dosłownie upychając żywe ciała w każdej wolnej przestrzeni. W Stone Town towar trafia do „magazynów” – piwnic przy targach niewolników – a „zepsuty towar”, czyli zmarli w drodze wskutek tortur i wycieńczenia, jest po prostu zrzucany w stertę na brzegu, przez co miasto cuchnie.
Różne „próbki” żywej siły niewolniczej wyprowadzano na światło, przygotowywano do sprzedaży i pokazywano kupującym: wychudzonych czarnych mężczyzn i kobiety rozbierano do naga, nacierano olejem kokosowym, a potem, zakutych i pilnowanych, zmuszano do krążenia po targu i najbliższych ulicach, dopóki ktoś się nie zainteresował. Wtedy kupiec podchodził, dokładnie oglądał ciało, zaglądał do ust, sprawdzał mięśnie mężczyzn i piersi kobiet, kazał niewolnikowi się poruszać, by upewnić się, że nie jest okaleczony, a jeśli towar mu odpowiadał, targował się ze sprzedawcą o lepszą cenę. Dziś przed dawnym targiem niewolników stoi przejmujący pomnik tej brutalnej tradycji. W pozach i twarzach skutych ludzi widać ból. Zatrzymaj się przy celowo zagłębionej rzeźbie i spójrz w oczy postaci. To jedno z nielicznych miejsc w Stone Town, gdzie czarna karta historii nie jest wstydliwie i szybko przewracana, by nie zakłócać podróżnym lekkiego wypoczynku na słonecznym Zanzibarze.
Najsłynniejszym handlarzem niewolników na Zanzibarze był Tippu Tip, który dorobił się fortuny na handlu ludźmi i kością słoniową. Wysyłał tysiące wypraw w głąb Afryki, osobiście prowadząc ogromne oddziały. Kontynuując działalność ojca i dziadka, Tippu Tip stał się wpływowym i bardzo znanym kupcem nie tylko na rodzinnej wyspie, lecz także w Afryce Centralnej, zdobywając tytuł gubernatora jednego z okręgów w Kongu. Kupował wieśniaków od wodzów za bezcen, a czasem porywał ich siłą, prowadząc uzbrojone bandy. Sam twierdził, że przydomek „Tippu Tip” wziął się od odgłosu karabinów, które stale towarzyszyły jego wyprawom.
Dostarczając cenną kość słoniową i tysiące czarnych niewolników z Afryki Centralnej, wszystkie towary sprowadzał na Zanzibar. Tam ładował ładownie statków kupieckich odpływających na Wschód. Za uzyskane pieniądze Tippu Tip skupował ziemię i zakładał plantacje goździków oraz innych przypraw, gdzie ci sami niewolnicy pracowali w ciężkich warunkach, umierając dziesiątkami w systemie karnym i natychmiast zastępowani nowymi grupami czarnych. W pewnym momencie ten człowiek, sam w połowie Afrykanin, dostarczał światu niewolników na każdy gust: silnych mężczyzn sprzedawano do Arabii, Persji, Omanu i Egiptu, a stamtąd do Europy i Nowego Świata do prac wymagających siły fizycznej; kobiety sprzedawano jako służące, pomoc domową i oczywiście konkubiny; czarni chłopcy i dziewczynki byli w wielu białych domach traktowani jako osobliwa rozrywka.
Zanzibar dosłownie przepełniony był niewolnikami. W połowie XIX wieku na wyspie przypadało 360 000 niewolników na 450 000 ludzi wolnych. Dlaczego nie zbuntowali się, skoro stanowili tak dużą część społeczeństwa? Odpowiedź kryje się w brutalnym okrucieństwie, z jakim traktowali ich arabscy właściciele. Życie czarnego niewolnika nie miało żadnej wartości. Można było wyładować na nim złość, a jeśli posunęło się za daleko, natychmiast kupić tanio kolejnego. Ciała niewolników gniły na ulicach obok padliny bezpańskich zwierząt.
Dziś w Stone Town można odnaleźć dawny kamienny dom znanego na świecie handlarza niewolników. Miejscowi nie mają o nim dobrego słowa do powiedzenia. Stojąc przed domem Tippu Tipa, warto jednak pamiętać, że była to postać niejednoznaczna. Był bardzo wykształcony i inteligentny. Przed śmiercią Hamad bin Muhammad bin Jamah bin Rajab bin Muhammad bin Sayyid al-Mughrabi, bo tak brzmiało prawdziwe imię Tippu Tipa, spisał historię swojego życia, która stała się pierwszą autobiografią w języku suahili. Za życia miał dostęp do domów wielu arabskich możnych i potrafił porozumiewać się z europejskimi politykami oraz badaczami Afryki. W jego biografii jest też taki sprzeczny fragment: pozostając największym handlarzem niewolników, Tippu Tip pomagał Davidowi Livingstone’owi i Henry’emu Mortonowi Stanleyowi, najsłynniejszym brytyjskim badaczom Afryki w Tanzanii. David Livingstone znany był przecież jako humanista i obrońca czarnej ludności kontynentu.
Brytyjski patronat nad Zanzibarem
W ostatniej ćwierci XIX wieku wpływy Wielkiej Brytanii na wyspie rosły, podczas gdy terytoria kontynentalne trafiały głównie pod władzę zyskujących potęgę Niemiec. To Zjednoczone Królestwo naciskało na Zanzibar, by zakończyć handel niewolnikami. W 1873 roku brytyjska administracja zmusiła sułtana do podpisania traktatu zakazującego handlu niewolnikami pod groźbą blokady handlu wyspy siłą, zamknęła wszystkie targi niewolników i zagwarantowała pełną wolność wyzwolonym. Od tego momentu, przez kolejne dekady, handel niewolnikami pozostawał nielegalnym procederem, aż w końcu przestał istnieć jako zjawisko.
Na miejscu największego targu niewolników w Stone Town Anglicy wznieśli majestatyczną katedrę z kamienia koralowego jako symbol miłosierdzia, które pokonało mroczny czas handlu ludźmi. Katedra anglikańska jest dziś przykładem brytyjskiego wpływu na architekturę Stone Town. W środku można znaleźć ciekawy ślad losów badacza i rzecznika praw rdzennej ludności Afryki, Davida Livingstone’a: po lewej stronie ołtarza znajduje się niewielki krzyż wykonany ze szczególnego drzewa. Rosło ono dokładnie w miejscu, gdzie pochowano serce szkockiego podróżnika.
Końcówka XIX wieku była czasem intensywnej zabudowy miasta. Wiele budynków z tego okresu pozostaje ważnymi zabytkami Stone Town. Należą do nich między innymi perskie łaźnie Hamamni, słynny House of Wonders, nazwany tak z powodu pierwszej w Zanzibarze instalacji elektrycznej w domu i windy, oraz piękna katedra św. Józefa. Na początku XX wieku, na samym skraju starej części miasta, powstał główny budynek targu Darajani.
Kolejne wydarzenia nie sprzyjały rozkwitowi Stone Town; zaczynała się epoka technologii i globalnych wojen. Wielki świat, pochłonięty postępem przemysłowym i dyskusjami o prawach człowieka, nie potrzebował już niewolników ani kości, tym bardziej zwierzęcych skór – przynajmniej nie na taką skalę jak w poprzednich stuleciach. I wojna światowa pozbawiła Niemcy prawa do posiadania kolonii w Afryce. Wielka Brytania zyskiwała na Zanzibarze coraz większe wpływy. Ich kulminacją była wojna brytyjsko-zanzibarska z 1896 roku, która przeszła do historii jako najkrótsza wojna świata.
Bitwa trwała nie więcej niż 45 minut i polegała na ostrzale pałacu sułtana przez brytyjskie okręty oraz zatopieniu sułtańskiego jachtu. W potyczce lekko ranny został 1 brytyjski oficer, ale zginęło około 500 obrońców sułtana, a on sam uciekł. Od tej chwili aż do 1964 roku sułtanami Zanzibaru zostawali wyłącznie kandydaci zaakceptowani przez rząd brytyjski.
Z tego okresu w historii Stone Town pozostała pamięć o porządkowaniu miasta. Gdy zakazano handlu niewolnikami, a później także samego niewolnictwa, zniknęła praktyka porzucania ciał zmarłych czarnych ludzi na ulicach. Później miejscową ludność uczono, by nie wylewać ścieków na chodniki i nie wyrzucać śmieci w rogach zaułków. Wszystko to ostatecznie uwolniło Stone Town od odoru, który przez stulecia tworzył mocny kontrast z zewnętrznym pięknem białych domów i meczetów. Brytyjczykom przypisuje się także stworzenie miejskiego systemu kanalizacji. Nie budowali jednak w stolicy Zanzibaru, dlatego miasto w pierwszej połowie XX wieku zostało po prostu zachowane w takim kształcie, jaki przybrało w XIX wieku.
Długo wyczekiwana niepodległość
W szerokim ujęciu niepodległość Zanzibaru, zdobyta w wyniku krwawego przewrotu, nie przyniosła miastu nowego rozkwitu. Na początku lat 60. XX wieku przez Afrykę przetoczyła się fala odchodzenia państw kontynentu spod wpływów europejskich mocarstw, które dobrowolnie rezygnowały ze swoich dawnych kolonii. W 1961 roku sąsiednia Tanganika – kontynentalna część dzisiejszej Tanzanii – uzyskała niepodległość od Wielkiej Brytanii. A ponieważ więzi między tymi 2 terytoriami zawsze były silne, przedstawiciele Tanganiki natychmiast zaczęli zachęcać Zanzibarczyków do sięgnięcia po wolność polityczną.
W 1964 roku, miesiąc po podpisaniu przez Zanzibar traktatu z Wielką Brytanią kończącego patronat, w Stone Town wybuchła rewolucja. Czarna ludność, która wreszcie poczuła prawo do życia po swojemu, zbuntowała się przeciw Arabom sprawującym polityczną władzę. Początkowo był to dobrze zorganizowany przewrót. Kilkuset rebeliantów pod wodzą energicznego fanatyka zaatakowało posterunki policji, przejęło cały arsenał, a następnie opanowało wszystkie strategiczne budynki w mieście: od telegrafu i radiostacji po lotnisko i pałac sułtana. Sam sułtan wraz z rodziną i świtą zdołał uciec w ostatniej chwili, odpływając królewskim jachtem. Rebelianci przejęli władzę na Zanzibarze, ale na tym nie poprzestali i rozpoczęli brutalną masakrę.
Krążąc po mieście, zabijali każdego napotkanego Araba i Azjatę, wzywając wszystkich czarnych mieszkańców Zanzibaru, by robili to samo. Gniew Afrykanów, gromadzony przez stulecia, spadł na Arabów z ogromną siłą: ulice zasłały okaleczone ciała, arabskie domy grabiono systematycznie i po kolei, tysiące kobiet zostało zgwałconych tej nocy i następnego dnia, nie oszczędzano także ich dzieci. Masakra była masowa, krwawa i niekontrolowana. Ci, którym się udało, uciekli z wyspy, zostawiając cały dobytek.
W tamtych latach przy Shangani Street, w najstarszej części Stone Town, mieszkała rodzina Bulsarów, a w niej pilny nastolatek o imieniu Farrokh. Później przyjął sceniczny pseudonim Freddie Mercury i stał się znany na całym świecie jako frontman zespołu Queen. Wtedy jednak jego rodzina, ratując życie, opuściła Zanzibar na zawsze, podążając za rodziną sułtana do Wielkiej Brytanii. W domu, w którym mieszkali Bulsarowie, działa niewielkie muzeum Freddiego Mercury’ego.
Ostatni sułtan Zanzibaru, podobnie jak rodzina Freddiego Mercury’ego, nigdy więcej nie wrócił na rodzinną wyspę. Jamshid ibn Abdullah przeżył całe życie cicho i dyskretnie w małym miasteczku na południu Anglii, otrzymując kolejne odmowy na prośby o powrót do historycznej ojczyzny, Omanu. Zgodę dostał dopiero niedawno, we wrześniu 2020 roku, mając ponad 90 lat.
Tak Zanzibar stał się wolny, zrzucił zewnętrzne wpływy i rozpoczął nowy rozdział historii z niezależnym rządem wewnętrznym. Pierwsza część jego nazwy, „zan”, weszła do nowo utworzonego słowa, które dziś oznacza współczesne państwo Tanzania, łączące kontynentalną Tanganikę i autonomiczny wyspiarski Zanzibar.
Zmiany nie dotknęły Stone Town szczególnie mocno. Pałace stały się muzeami, a splądrowane arabskie domy i indyjskie sklepy zaczęła wykorzystywać miejscowa ludność i administracja. Uwaga nowych władz, które jeszcze długo nazywały się rewolucyjnymi, przeniosła się na tak zwane New Town, czyli Ngambo. Tam, w sąsiedztwie starej dzielnicy, rozpoczęto budowę nowych, nowoczesnych domów według typowych socjalistycznych projektów. Nowy rząd utrzymywał aktywne kontakty z ZSRR, Chińską Republiką Ludową i Niemiecką Republiką Demokratyczną, a to właśnie NRD podjęła się projektu nowoczesnej zabudowy w New Town. Niestety projekt się nie powiódł. Dziś niepopularne bloki mieszkalne w Ngambo działają jak dekoracja witryny, zasłaniając jedynie parterowe slumsy i otaczając je po obwodzie.
W latach 80. administracja miasta Zanzibar zaniepokoiła się pogarszającym stanem budynków w historycznej dzielnicy. Postanowiono rozpocząć program prywatyzacji, aby prywatni właściciele mogli odnowić stare budynki i utrzymywać je w akceptowalnym stanie. Około 300 budynków trafiło w prywatne ręce, ale program przerwano. Dziś wiele obiektów nadal niszczeje, a większość znajduje się w stanie awaryjnym i grozi mieszkańcom zawaleniem.
Ponad 1/3 budynków wykorzystywana jest komercyjnie jako hotele, kawiarnie, sklepy i punkty z pamiątkami. Właściciele często przebudowują je w sposób poważnie naruszający historyczną strukturę. W domach ubogich mieszkańców dzieje się odwrotnie: z braku środków budynków w ogóle się nie remontuje i powoli popadają w ruinę. Remonty obiektów publicznych pozostawiają wiele do życzenia – najczęściej są to tylko prace kosmetyczne i malowanie ścian. Stone Town stopniowo niszczeje. W 2000 roku, aby ratować sytuację, całe Stone Town wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ruch turystyczny na Zanzibarze wyraźnie wzrósł, podobnie jak zainteresowanie historią miasta.
Stone Town – labirynt dla podróżnych
Od lat 90. Stone Town chętnie odwiedzają turyści przyjeżdżający na Zanzibar na wypoczynek na plażach. Często przeznacza się 1 lub 2 dni na spacer po labiryncie wąskich ulic. Podróżnym z Europy i Stanów Zjednoczonych domy z kamienia koralowego mogą przywodzić na myśl miasta Malty albo Dominikany, a także Coral Castle na Florydzie w USA.
W Stone Town znajduje się około 1700 starych budynków. Prawie każdy jest interesujący sam w sobie, dlatego odwiedzając to muzeum pod gołym niebem, nie pomijaj żadnego domu napotkanego po drodze. Przyjrzyj się wzorom na rzeźbionych drewnianych drzwiach, wejdź do muzeów i obejrzyj wnętrza, zajrzyj do meczetów i katedr, wypatruj lokalnych szkół i barwnie pomalowanych przedszkoli, czytaj szyldy i napisy na kamiennych ścianach. Krótko mówiąc, wyjdź poza sklepy i kawiarnie.
W tym artykule nie sposób wymienić wszystkich interesujących obiektów, które można znaleźć w Stone Town, ale krótko wspomnimy o kilku najpopularniejszych atrakcjach. Zdecydowanie warto ich poszukać podczas spaceru po tym niezwykłym arabsko-indyjskim miejskim labiryncie, który po stuleciach złożonej i ciekawej historii stoi dziś na afrykańskiej wyspie.
Czego szukać i co zobaczyć w Stone Town
Spacerując po zanzibarskim Stone Town, można natrafić na najciekawsze budynki w tradycyjnym muzułmańskim stylu. Sam spacer wciąga, jeśli pozwolisz ulicom prowadzić się naprzód i skręcać na skrzyżowaniach w dowolną stronę. W praktyce Stone Town można zwiedzać na 2 sposoby: krążyć bez celu i cieszyć się szczególną atmosferą starego miasta albo podążać wcześniej przygotowaną trasą. Drugi wariant trudno zrealizować bez przewodnika. Pierwszy wymaga cierpliwości i czasu, zwłaszcza jeśli chcesz odnaleźć wszystkie najciekawsze domy i miejsca wymienione poniżej.
Old Dispensary
To jeden z pierwszych pięknych budynków, które zobaczysz, jeśli rozpoczniesz spacer od przystani promowej Stone Town. Lekkie, drewniane, rzeźbione dekoracje wskazują na tradycyjną architekturę indyjską. Budynek przeszedł renowację i dziś wygląda świeżo. Na parterze można zobaczyć duże historyczne fotografie na ścianach. Wskazówka: nie trać czasu na płatne „zwiedzanie” pozostałych pięter budynku. Poza widokami na dachy starego miasta nie ma tam niczego, czego i tak nie zobaczysz, odwiedzając na przykład najpopularniejszą restaurację na dachu Maru Maru Hotel. Są też inne hotele i kawiarnie z tarasami dachowymi.
Muzeum Pałacowe
Ten duży, biały, 3-piętrowy budynek stoi przy nabrzeżu i przyciąga wielu zwiedzających. To centralne muzeum Stone Town, dawny pałac sułtana. Ekspozycja pokazuje dzieje rodziny sułtańskiej. Osobne piętro poświęcono słynnej księżniczce Sayyidzie Salmie, znanej w Europie jako Emily Ruete. Dobrze wykształcona córka sułtana Zanzibaru przeżyła skomplikowane, ale ciekawe życie: uciekła do Niemiec i przyjęła nowe imię. Jej książka „Memories of an Arab Princess from Zanzibar” była nie tylko wyznaniem, lecz także pierwszą autobiografią arabskiej kobiety. W Stone Town są również inne miejsca związane z życiem tej niezwykłej postaci. Działa tu na przykład osobne muzeum księżniczki Salmy, nadzorowane przez kompetentnego i zaangażowanego lokalnego historyka, który organizuje dla chętnych oprowadzanie po miejscach opisanych w biografii córki sułtana.
House of Wonders
Dalej wzdłuż nabrzeża stoi najwyższy budynek Stone Town – House of Wonders. Gdy ukończono go w 1883 roku, pałac był pierwszym budynkiem na Zanzibarze z elektrycznością i miał także windę, prawdziwy cud w XIX-wiecznej Afryce. Stąd wzięła się nazwa sułtańskiego pałacu. Jego los nie był szczęśliwy. Podczas wojny brytyjsko-zanzibarskiej budynek został częściowo uszkodzony. W naszych czasach, gdy działało już w nim muzeum, odrestaurowany pałac zaczął się kruszyć, tracąc całe fragmenty dachu i portyków. Podczas szeroko zakrojonych prac renowacyjnych w 2020 roku budynek częściowo się zawalił, a robotnicy zginęli. Obecnie House of Wonders jest zamknięty z powodu dużego remontu, a jego fasadę nieestetycznie zasłaniają ogromne arkusze metalu. Gdy zostanie odnowiony, dla Zanzibaru będzie to kolejny cud.
Stary Fort
Arabski fort widać z daleka dzięki wysokim murom i narożnym wieżom. Jest otwarty dla wszystkich zwiedzających. W środku w jednej części znajduje się amfiteatr, a w drugiej duża zielona przestrzeń. Można przejść się po koronie muru, jeśli wejdziesz przez jedną z wież, w której mieści się galeria sztuki. W forcie działają sklepy z pamiątkami, czasem odbywają się występy muzyczne, a nawet festiwale. Dziś nic nie przypomina o przeszłości związanej z koszarami i więzieniem.
Forodhani Gardens
Przed fortem, przy nabrzeżu, znajduje się plac, po którym można spacerować, oglądać liczne łodzie zacumowane wzdłuż brzegu i ćwiczyć sztukę rozmowy ze sprzedawcami ulicznymi oraz innymi naganiaczami. Jest tu także plac zabaw. Jeśli gdzieś w Stone Town warto czekać na zachód słońca, to właśnie na promenadzie przy Forodhani Park. Wieczorami rusza uliczna kuchnia: dziesiątki kucharzy przygotowują tradycyjne zanzibarskie jedzenie, które przyciąga turystów i kosztuje więcej niż zwykle, ale dzięki atmosferze tworzy nastrój święta. To rodzaj narodowego jarmarku, trochę przypominający europejskie place bożonarodzeniowe.
Shangani Street
Jeśli pójdziesz dalej w stronę Shangani Street, znajdziesz budynek z muzeum najsłynniejszego mieszkańca Zanzibaru. Miejscowi wskażą, gdzie ono jest, ale niewielu z nich naprawdę zna samego Freddiego Mercury’ego. Artyzm muzyka i jego biseksualność budzą dystans wśród mieszkańców muzułmańskiej autonomii; w ojczyźnie nie uchodzi za postać popularną. Ekspozycja mieści się w tym samym domu, w którym rodzina przyszłego frontmana Queen mieszkała w ostatnich latach przed rewolucją. Muzeum podkreśla, że stała wystawa poświęcona jest wyłącznie twórczości światowej sławy wokalisty. Przeczytaj nasz artykuł o tym, co można zobaczyć w muzeum, z unikatowymi zdjęciami, które uprzejmie pozwolono nam wykonać specjalnie do materiału Altezza Travel.
Dom Tippu Tipa
To być może najbardziej tajemniczy dom w Stone Town. Budynek od dawna jest remontowany, więc niełatwo go odnaleźć. Nawet zwykle nie jest to proste, bo dom słynnego handlarza niewolników nie jest muzeum, a miejscowi nie tylko często nie wiedzą, gdzie się znajduje, lecz także nie chcą o nim pamiętać. Trzeba się postarać, by najpierw znaleźć zaułek o złowrogiej nazwie Suicide Alley, a potem sam budynek. Na jednej ze ścian wisi tablica z krótką historią domu.
Katedra św. Józefa
To jeden z najbardziej widocznych, najwyższych i najpiękniejszych budynków Stone Town. Dwie iglice wznoszą się ponad dachami starego miasta, tworząc wizualny dialog z wieżami minaretów. Łatwiej zobaczyć katedrę z daleka, niż dotrzeć do niej ulicami: wąskie przejścia najpierw zasłaniają piękne wieże rzymskokatolickiej świątyni, a gdy nagle pojawia się tuż przed Tobą, nie pozwalają dobrze sfotografować tego wspaniałego budynku. Zbudowali ją Francuzi i być może jest to najbardziej elegancka budowla w całym Stone Town.
Perskie łaźnie Hamamni
Niegdyś była to pierwsza publiczna łaźnia w mieście, dziś część budynku jest otwarta dla zwiedzających. Zaprojektowali go architekci z Szirazu, a obecnie warto obejrzeć tradycyjne wnętrza perskich łaźni. Na północ od Zanzibaru znajdują się zresztą pozostałości innych perskich łaźni, Kidichi. Jeden z sułtanów zbudował je dla swojej żony. Przetrwała jednak tylko część kompleksu i dziś Kidichi interesuje głównie miłośników ruin; niedaleko znajdują się także ruiny pałacu Mtoni. Łaźnie Hamamni leżą natomiast w samym sercu Stone Town.
Christ Church
Katedra anglikańska wznosi się przy dawnym placu, na którym działał największy targ niewolników. Ten piękny gotycki budynek o szlachetnych brązowych odcieniach trudno przeoczyć. Najpewniej odwiedzisz go podczas trasy po miejscach pokazujących niewolniczą przeszłość miasta. Katedrę warto obejrzeć zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Zwróć uwagę na kolumny przed wejściem pod głównym sklepieniem. Ich ustawienie jest ciekawym testem spostrzegawczości dla zwiedzających. Mówi się, że tam, gdzie dziś znajduje się ołtarz, stał kiedyś słup, do którego przykuwano niewolników przeznaczonych do chłosty.
Obok katedry, w niewielkim zagłębieniu, stoi pomnik złożony z 5 postaci skutych czarnych mężczyzn i kobiet. W pobliżu, w osobnym budynku, mieści się Muzeum Handlu Niewolnikami. W jego piwnicy zachowały się 2 małe cele, w których jednorazowo przetrzymywano kilkudziesięciu niewolników: w jednej skutych mężczyzn, w drugiej kobiety i dzieci. Ciemne pomieszczenia z parą maleńkich okien pod niskim sufitem, betonowe podłogi i ściany, stęchłe powietrze, miejsca, gdzie ludzie gotowi do sprzedaży, zakuci w łańcuchy, mogli tylko kucać – to miejsce zostawia ciężkie wrażenie. Pozostałe kilkanaście cel nie przetrwało.
Targ Darajani
Niedaleko Christ Church znajduje się główny targ Stone Town. Główny budynek powstał na początku XX wieku. Handel toczy się jednak także na okolicznych ulicach. Jeśli nie przeszkadzają Ci intensywne zapachy – to przede wszystkim targ spożywczy – zajrzyj tu, przejdź między rzędami stoisk i być może znajdziesz coś dla siebie. Bazar leży na samym skraju Stone Town. Po drugiej stronie drogi oddzielającej starą część miasta od nowej działa targ niespożywczy, ale to już inna część Zanzibar City.
W starym mieście są też inne miejsca warte uwagi, ale proponujemy, by odnaleźć je samodzielnie podczas spokojnych spacerów po dawnych ulicach wyspiarskiej Afryki.
Co jeszcze warto odwiedzić na Zanzibarze i w Tanzanii
Z ciekawości można zajrzeć także do nowej części miasta, ale tylko jeśli chcesz zobaczyć, jak żyją współcześni Zanzibarczycy. W pobliżu miasta, poza wspomnianymi pałacami, znajdują się też inne rezydencje sułtańskie. W głębi wyspy leży rezerwat przyrody Jozani Forest, którego lasy są domem dla kilku gatunków zwierząt, w tym endemicznych gerez Kirk. Tę wycieczkę można połączyć z wizytą w pobliskim tropikalnym parku motyli.
Jeśli interesuje Cię okres handlu niewolnikami po jego zakazaniu, gdy stał się już nielegalny, możesz pojechać taksówką z przewodnikiem do Mangapwani i zejść do jaskiń, w których potajemnie przetrzymywano niewolników sprowadzanych z kontynentalnego Bagamoyo. Mangapwani leży na północ od Stone Town.
Oczywiście warto odwiedzić plantacje przypraw, po których organizowane jest zwiedzanie z przewodnikiem. Można tam nie tylko zobaczyć, jak rosną przyprawy, które dały wyspie drugą, nieoficjalną nazwę, lecz także kupić je dla siebie, by później gotować w domu z pikantnym aromatem Zanzibaru.
Miłośnicy plaż, nurkowania i kitesurfingu mogą odkrywać różne plaże wyspy: leżą niemal wokół całego obwodu Zanzibaru. Za najlepsze i najdroższe uchodzą plaże północne, ponieważ odpływy są tam najmniejsze. Nurkować i oglądać podwodny świat można w pobliżu maleńkiej wyspy Mnemba, na północny wschód od Zanzibaru.
Ciekawie zapowiada się także wycieczka na słynną wyspę żółwi olbrzymich, znaną również jako Changuu Island albo Prison Island. To nie tylko nazwa: w niewielkim parku na wyspie naprawdę żyją ponadstuletnie żółwie osiągające do 1,5 m wysokości. Wyspę nazywa się także Prison Island z powodu budynku wzniesionego dla recydywistów, który nigdy nie został wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem.
Poza Zanzibarem można odwiedzić także większe wyspy archipelagu, takie jak Pemba i Mafia. Obie słyną z barwnej podwodnej flory, koralowców oraz różnorodnych ryb i innych mieszkańców Oceanu Indyjskiego, tak cenionych przez miłośników nurkowania. Nasz artykuł o wyspach Tanzanii pomoże wybrać, które z nich odwiedzić.
Ze Stone Town można też popłynąć promem na kontynent i po 1,5 godziny odkrywać Dar es Salaam, największe miasto Tanzanii i najbardziej zaludnioną metropolię Afryki Wschodniej. Jeśli masz czas, z Dar es Salaam warto wybrać się na wycieczkę do Bagamoyo, skąd statki przewożące kość słoniową i niewolników odpływały na Zanzibar. W pobliżu miasta znajdują się ruiny dawnego Kaole. Jadąc na południe od Dar es Salaam, można dotrzeć na wyspy Kilwa Kisiwani i Songo Mnara, które wspólnie tworzą jedno miejsce UNESCO. Dziś na obu wyspach znajdują się ruiny dawnych miast, od których zaczęła się historia wybrzeża Suahili.
Tym, którzy chcą dowiedzieć się więcej o kontynentalnej Afryce i zbliżyć do miejsc, gdzie wędrują słonie, na których ciosy niegdyś polowali ludzie, polecamy programy safari obejmujące wizyty w tak legendarnych miejscach jak Ngorongoro i Serengeti. Dzisiejsze Stone Town jest jedynie echem afrykańskiej przeszłości. Aby zbliżyć się do sedna kontynentu, trzeba ruszyć bliżej jego serca. Można jednak zostać w Stone Town i raz po raz spacerować starymi ulicami, które przechowują pamięć o przeszłości tego niezwykłego miejsca.
Kiedy najlepiej jechać na Zanzibar
Klimat Zanzibaru pozwala odwiedzać Stone Town niemal przez cały rok. Przyjmuje się, że występują tu 2 pory deszczowe: od marca do maja oraz od listopada do grudnia. W ostatnich latach klimat mocno się zmienił, więc nikt nie może naprawdę zagwarantować deszczu, a czas jego trwania jest umowny. Średnia temperatura przez cały rok nie spada poniżej 20 °C. Pamiętaj jednak, że Stone Town to „kamienny worek”, w którym niemal zawsze jest duszno i gorąco. W godzinach, gdy słońce stoi wysoko, na ulicach prawie nie znajdziesz cienia. Przed spacerami zaopatrz się w wodę pitną, nakrycie głowy, ubrania z długim rękawem i krem z filtrem.
Warto też pamiętać, że prawie cała ludność Stone Town jest religijna, a mówimy o islamie. Zaplanuj garderobę zgodnie z zaleceniami dla podróżujących do krajów muzułmańskich. Przed zakupem biletów sprawdź kalendarz, uwzględniając długie święta muzułmańskie, zwłaszcza święty miesiąc Ramadan. W tych okresach wiele kawiarni, restauracji i lokalnych sklepów może nie działać wcale albo otwierać się tylko wieczorem. Ze względu na zasady etykiety w ciągu dnia nie wypada też jeść w drodze.
Wszystkie treści Altezza Travel powstają przy udziale ekspertów i po rzetelnym researchu, zgodnie z naszą polityką redakcyjną.
Chcesz dowiedzieć się więcej o wyprawach w Tanzanii?
Skontaktuj się z naszym zespołem. Znamy najważniejsze miejsca w całej Tanzanii. Nasi konsultanci wypraw, pracujący u podnóża Kilimandżaro, chętnie podpowiedzą i pomogą zaplanować podróż dopasowaną do Ciebie.
