Gdy myślimy o antylopach, zwykle przychodzą nam do głowy gnu albo gazele Thomsona. Łącznie istnieje ponad 100 gatunków antylop. Wśród nich jest ponad 40 gatunków dujkerów – i właśnie do tej grupy należy bohaterka tej historii. Wyobraź sobie, że pracujesz w firmie turystycznej u stóp Kilimandżaro. Co by się stało, gdyby pewnego dnia ktoś przyniósł do biura bardzo młode, zagubione cielę antylopy?
Ta historia zaczęła się w lutym 2022 roku, kiedy do naszego biura trafiła przestraszona mała antylopa. Znaleziono ją w samej wiosce Machame, gdzie znajduje się nasz Aishi Machame Hotel. Ogrodnicy sprawdzali pompę wodną przy kanale i natknęli się na zagubione cielę antylopy, błąkające się samotnie. Było jasne, że mały Dujkery to podrodzina rogatych kopytnych, zaliczanych potocznie do antylop, występująca w Afryce. Słowo „duiker” pochodzi z języka afrikaans, od wyrazu „duik”, wywodzącego się z niderlandzkiego „duiken”, czyli „nurkować”. Dujkery żyją głównie w lasach, a w obliczu zagrożenia sprawiają wrażenie, jakby nurkowały w podszycie. Zwróć uwagę na kępkę włosów na głowie Nyasi na zdjęciach – to charakterystyczna cecha dujkerów. został osierocony, a w ciągu kolejnych dni, a może nawet godzin, zginąłby z głodu albo z rąk mieszkańców wioski. Na wiejskich terenach Tanzanii wciąż zdarzają się smutne praktyki wobec dzikich zwierząt: dzieci potrafią rzucać kamieniami w warany, przesądni dorośli zabijają sowy uznawane za „zwiastuny śmierci”, a kłusownicy zastawiają sidła na antylopy, by zdobyć mięso. Najprawdopodobniej coś podobnego spotkało matkę małej antylopy.
Co można zrobić w takiej sytuacji? Od czasu do czasu odchowujemy ptaki i małe zwierzęta, takie jak wiewiórki czy małpy, które znajdujemy ranne na terenie hotelu – po porażeniu prądem albo z ranami. Czasem z dziupli wypadają nowo narodzone wiewiórki. Jeśli nie udaje się odnaleźć ich domu i rodziny, opiekujemy się nimi, dopóki nie nabiorą sił, a potem wypuszczamy je na wolność. Nasza antylopa, choć należy do dujker zwyczajny, nazywany też zaroślowym, osiąga około 50 cm wysokości w kłębie i waży zwykle około 20 kg. gatunków, wciąż jest dość dużym zwierzęciem. Nie mieliśmy dla niej odpowiednich warunków, a w pobliżu nie działał żaden ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt.
Postanowiliśmy zatrzymać osieroconą antylopę u nas, dopóki nie zdecydujemy, co dalej. Na szczęście mieliśmy już doświadczenie w pracy z rannymi zwierzętami. Część naszego zespołu współpracowała wcześniej z ośrodkami rehabilitacyjnymi, a wsparcia udzielili nam także zawodowi rangerzy. Pierwsze dni są dla antylop w stresie krytyczne – jeśli przeżyją pierwsze 72 godziny, pojawia się szansa, że dojdą do siebie.
Naszym zadaniem było przygotować dla dujkera bezpieczne, spokojne miejsce oraz nauczyć ją jeść i załatwiać potrzeby fizjologiczne. Na początku jedynym odpowiednim pokarmem było kozie mleko, dlatego co rano zamawialiśmy świeżą porcję z wioski. Nieśmiała malutka sama nie wychodziła na zewnątrz, więc musieliśmy ją wynosić, pozwalać jej przebywać na świeżym powietrzu i obserwować jej zdrowie oraz zachowanie. Dostała też imię – Nyasi. W suahili oznacza „trawę”.
Na szczęście, w przeciwieństwie do wielu antylop w podobnej sytuacji, nasza mała podopieczna przeżyła. Czuła się świetnie, miała dobry apetyt i ciekawską naturę. Stopniowo Nyasi zaczęła poznawać dom i uczyć się poruszania po schodach – to jeden z najtrudniejszych etapów dla dzikich zwierząt. Nie miała jednak jeszcze odwagi, by swobodnie krążyć po domu. Wieczorami, gdy rosła jej naturalna aktywność – dujkery prowadzą głównie nocny tryb życia – zachęcaliśmy ją do spacerów i poznawania otoczenia.
Na terenie hotelu stoi osobny budynek otoczony ogrodzeniem i bujną zielenią. Zabezpieczyliśmy ten fragment, sprawdziliśmy stan płotu i zakazaliśmy pracownikom wpuszczania tam psów oraz innych zwierząt. Ta zielona strefa stała się schronieniem dla młodego dujkera. Musieliśmy opiekować się nią co najmniej przez następne 6 miesięcy, aż nabierze sił i całkowicie przejdzie na samodzielne żerowanie.
Ułożyliśmy grafik dyżurów i założyliśmy osobny czat w komunikatorze, żeby nie przegapić pory karmienia Nyasi. Prawie wszyscy, znajdując chwilę między pracą, briefingami i odprawianiem grup na Kilimandżaro, zaglądaliśmy do antylopy, by podać jej mleko z butelki ze smoczkiem. Wieczorami, gdy budziła się jej naturalna aktywność, wychodziliśmy z Nyasi na spacery po terenie hotelu. Na początku bała się i chowała w zakątkach porośniętych krzewami. Organizowaliśmy wtedy małe poszukiwania i odnajdywaliśmy naszą podopieczną ukrytą w zaroślach, próbującą różnych rodzajów trawy. W takich chwilach w pełni zasługiwała na jedną ze swoich nazw – dujker zaroślowy.
Towarzyszem dorastającego dujkera został kot Miko. Kiedyś ten kot z częściowo przyciętym lewym uchem przyszedł do nas z wioski i od tamtej pory już został. Miko odprowadza rano grupy wyruszające na wyprawy, oczarowuje hotelowych gości swoim wyglądem i czujnie pilnuje granic powierzonego mu terenu, nie wpuszczając na teren Aishi Machame Hotel innych kotów, a nawet psów.
Nasz kot i młoda antylopa zaprzyjaźnili się i spędzali razem dużo czasu. To częsta praktyka w rehabilitacji zwierząt – łączy się zwierzę wracające do sił z towarzyszem, niekoniecznie tego samego gatunku. Kot okazał się dla dujkera idealnym partnerem. To właśnie Miko odpowiadał za pierwsze skoki Nyasi przez krzewy. Obserwowanie relacji tej dwójki było czystą przyjemnością.
Antylopa rosła szybko i coraz wyraźniej pokazywała charakter. Czasami bardzo stanowczo domagała się jedzenia, nie mogąc poczekać ani chwili dłużej – młody dujker ruszał pędem i z całej siły bodł głową osobę odpowiedzialną za karmienie. Nie dla wszystkich było to łatwe, a niektórzy odczuli to dość boleśnie. Cóż, mogliśmy się tylko cieszyć, że samicom dujkera zaroślowego, w przeciwieństwie do niektórych innych gatunków antylop, nie wyrastają rogi.
Czy zawsze obywało się bez incydentów? Jak by to ująć... Pewnego razu, kiedy Nyasi była jeszcze maleńka, potknęła się i wpadła do małego baseniku przeznaczonego dla żółwi słodkowodnych. Usłyszeliśmy plusk i szybko wyciągnęliśmy niezdarne stworzenie z wody. Kilka razy nasza mała psotnica wymknęła się wieczorem poza ogrodzony teren przez niedomkniętą bramę. Szybko ją odnajdywaliśmy i odprowadzaliśmy w bezpieczne miejsce. Pewnej nocy przestraszył nas poważniejszy incydent – okoliczne psy podkopały się pod płotem i dostały na teren Nyasi. Na szczęście najbardziej czujna osoba z naszego zespołu obudziła się, zobaczyła zagrożenie przez okno i przepłoszyła drapieżniki.
Na naszym ogrodzonym, zielonym terenie nie dało się uniknąć obecności galago i koczkodanów czarnosiwych. Ci ruchliwi mieszkańcy wiejskiej Tanzanii prawie nie boją się ludzi; nie proszą o pozwolenie na wizytę i z pełną swobodą przeskakują z drzewa na drzewo w całym Machame, również na terenie hotelu. Goście chętnie obserwowali te zwierzęta i nagrywali je telefonami, ale pracownicy Altezza Travel mieszkający na miejscu bywali zmęczeni małpimi psotami. Małpy hałasowały na dachach, wślizgiwały się do naszych domów przez okna i drzwi, czasem kradły jedzenie, a niekiedy – najwyraźniej z czystej złośliwości – zrzucały suszące się ubrania ze sznurów, obrzucały nas owocami i dopuszczały się innych drobnych wybryków.
Ku naszemu zdziwieniu Nyasi zaprzyjaźniła się z małpami, które często odwiedzały jej teren. Nie zawsze jednak cieszyły nas ich wspólne zabawy. Małpy nauczyły Nyasi niszczyć krzewy, kwiaty i łamać wszystko, co znalazło się w jej zasięgu. Nie był to wielki problem, ale znacznie bardziej cieszyło nas to, że antylopa mogła wchodzić w kontakt z innymi zwierzętami i najwyraźniej sprawiało jej to radość.
Nyasi miała przytulne schronienie na chwile, gdy chciała być sama. Zbudowaliśmy dla niej domek na podwyższeniu, z dachem chroniącym przed deszczem. Dach i wnętrze wyłożyliśmy suchą trawą, żeby było cieplej i ciszej. W środku duża lampa dawała ciepło i łagodne czerwone światło. Szczerze mówiąc, nie wiemy, kto spędzał w tym domku więcej czasu – Nyasi czy Miko. W środku było naprawdę przytulnie: ciepło i miękko. Nikt z nas nie potrafił się oprzeć, żeby osobiście sprawdzić dom antylopy i choć przez chwilę poleżeć zwiniętym w środku.
Z czasem nasza dziewczyna, już prawie nastolatka, piła coraz mniej mleka. W jej diecie pojawiało się więcej trawy, liści i kwiatów. W naturalnym środowisku dujkery zaroślowe jedzą właśnie takie rośliny. Nie piją nawet wody – pozyskują ją z soczystych części roślin. Na terenie zawiesiliśmy dla zwierząt lizawki solne, żeby Nyasi miała wystarczającą ilość minerałów i pozostawała zdrowa. Przestrzeń wokół była przecież ograniczona, a nie wszystkie potrzebne gatunki roślin były dla niej dostępne. Sadziliśmy też trawy, które lubiła najbardziej.
Największym przysmakiem Nyasi były róże. Uwielbiała te kwiaty i zjadała je w całości. Najpierw obgryzała dolne partie krzewów różanych, a później zaczęliśmy specjalnie przynosić jej smakołyki, po 2–3 kwiaty naraz. Zrywała płatek po płatku, potem pochłaniała środek pąka, intensywnie żując i wyraźnie delektując się przysmakiem. Hotelowe uroczystości, po których zostawały liczne bukiety, były więc świętem także dla naszej antylopy. Nigdy jednak się nie przejadała – po kilku różach odwracała się i wesoło biegła do swoich spraw, figlarnie przeskakując nad krzewami. Tak, młoda Nyasi stała się bardzo aktywna i niezależna.
Cały czas pamiętaliśmy, że ta samica dujkera zaroślowego nie jest zwierzęciem domowym – ani dla nas, ani my dla niej. Choć bardzo kochaliśmy naszą Nyasi, wiedzieliśmy, że nadejdzie moment pożegnania i powrotu wzmocnionego zwierzęcia do natury. Tak, czasem lubiła podejść blisko i domagać się głaskania, ale zasady odpowiedzialnego i etycznego postępowania z dzikimi zwierzętami wymagały, by takie zachowania ograniczać.
Minęło więc 6 miesięcy i nadszedł czas, by znaleźć odpowiednie miejsce do wypuszczenia dorosłej już antylopy, z uwzględnieniem jej historii. Potrzebowała środowiska znajomego dla zwierząt tego gatunku, a zarazem dość bezpiecznego dla osobnika, który wcześnie stracił rodziców. Miejsca, gdzie mogłaby nauczyć się poruszać w naturze, unikać wrogów i zdobywać pożywienie. Człowiek nigdy nie zastąpi zwierzęciu rodzica. Ważne było też, by teren leżał wystarczająco daleko od ludzkich osad – ze względu na stosunek lokalnych mieszkańców do antylop oraz dużą ufność Nyasi wobec ludzi, wykształconą podczas karmienia z ręki.
Znalezienie takiego miejsca zajęło trochę czasu. Bliższa część lasu na zboczach Kilimandżaro była położona zbyt blisko wiosek, więc istniało duże ryzyko, że ufna antylopa podejdzie do ludzi. Dalsza część lasu pełna była drapieżników i nie pasowała do tego gatunku; żyją tam antylopy leśne. W pobliżu nie było małych lasów z zaroślami, a przewożenie dujkera w klatce gdzieś daleko wywołałoby u niego zbyt duży stres. Pytaliśmy wszystkich, którzy mogli coś wiedzieć, ale odpowiednie miejsce wciąż pozostawało poza zasięgiem.
Nawet nie zauważyliśmy, że od pojawienia się antylopy u nas minął rok. W końcu znaleźliśmy obiecujące miejsce – duży teren prywatnego rezerwatu w pobliżu Arushy. Żyło tam wiele zwierząt kopytnych, przede wszystkim różne gatunki antylop, także małe, a nawet karłowate. Byli tam również inni przedstawiciele dujkera zaroślowego. Nie było za to drapieżników. Zapadła decyzja – Nyasi zamieszka w rezerwacie Kilimanjaro Golf and Wildlife.
Wypuszczenie rocznej samicy dujkera zaroślowego, którą zespół Altezza Travel uratował przed pewną śmiercią i otoczył opieką w okresie dorastania, wyznaczono na 16 marca 2023 roku. Transport antylopy przebiegł spokojnie, Nyasi prawie się nie denerwowała. Na miejscu powitali ją właściciele terenu, opiekujący się zwierzętami w rezerwacie. Potwierdzili, że Nyasi będzie tam bezpieczna, a jej ulubione kwiaty i trawy rosną na terenie w dużej ilości.
Nasza antylopa zaczęła poznawać rozległy teren rezerwatu i nawiązywać kontakt z przedstawicielami swojego gatunku. Gdy rozmawialiśmy z właścicielami rezerwatu, Nyasi kilka razy wracała, po czym znów pędziła do innych zwierząt. Wyglądało na to, że spodobał jej się nowy dom.
Cieszymy się, że mogliśmy pomóc kolejnemu zwierzęciu. Musimy też przyznać, że ta maleńka antylopa nauczyła wielu z nas współczucia, uważności i troski o naturę oraz życie zwierząt. To tylko jedna z wielu historii Altezza Travel związanych ze zwierzętami, ale dla nas jest szczególna. I choć dziś jest nam smutno, cieszymy się, że osierocony dujker ma się dobrze.
Biegnij, Nyasi! Czas poznawać nowe miejsca.
Wszystkie treści Altezza Travel powstają przy udziale ekspertów i po rzetelnym researchu, zgodnie z naszą polityką redakcyjną.
Chcesz dowiedzieć się więcej o wyprawach w Tanzanii?
Skontaktuj się z naszym zespołem. Znamy najważniejsze miejsca w całej Tanzanii. Nasi konsultanci wypraw, pracujący u podnóża Kilimandżaro, chętnie podpowiedzą i pomogą zaplanować podróż dopasowaną do Ciebie.
