Lot paralotnią z Kilimandżaro
Lot paralotnią z Kilimandżaro nie jest prostym przedsięwzięciem z 2 powodów.
Po pierwsze, lot paralotnią z Kilimandżaro wymaga starannego planowania i koordynacji. Nie jest to zwykła wyprawa trekkingowa: poza standardową logistyką organizatorzy muszą szczególnie uważnie śledzić prognozy pogody, wybrać odpowiednie miejsce na obóz i punkt startu, a także zabrać specjalistyczny sprzęt, którego nie ma podczas typowych wejść na szczyt.
Głównym założeniem projektu był lot paralotnią z najwyższego punktu w strefie szczytowej (powyżej 5 700 m n.p.m.). Dlatego zespół zdecydował się rozbić obóz w kraterze Kilimandżaro – było to zdecydowanie najdogodniejsze miejsce. Nie dało się wcześniej przewidzieć, ile czasu ekipa będzie musiała tam spędzić, zanim wiatr stanie się wystarczająco korzystny. Bezpieczeństwo zespołów wspinaczkowych jest dla nas najważniejsze, dlatego wybraliśmy trasę z najłagodniejszym profilem aklimatyzacji. Dodatkowo podwoiliśmy standardowy zapas tlenu na ten trekking na Kilimandżaro, aby uczestnicy mogli pozostać w kraterze tak długo, jak będzie to konieczne.
Po drugie, wszystkie nietypowe aktywności w tym rejonie wymagają specjalnych zezwoleń od władz parku i lotnictwa. W tym przypadku konieczne było uzyskanie zgód od TANAPA (Tanzania National Parks Authority), KINAPA (Kilimanjaro National Park Authority) oraz Tanzania Civil Aviation Authority.
Te wyzwania nie zaskoczyły jednak Altezza – wcześniej organizowaliśmy już projekty o podobnej, a nawet większej złożoności. W 2015 roku zorganizowaliśmy pierwszy skok BASE w kombinezonie wingsuit ze zboczy Kilimandżaro, wykonany przez Valerii Rozov, a w 2016 nasz zespół odpowiadał za pierwszy projekt slackline na Kilimandżaro, który do dziś pozostaje najwyżej położonym projektem slackline na świecie. Ponieważ wszystkie te przedsięwzięcia zakończyły się pełnym sukcesem, administracja parku i władze lotnicze przychyliły się do wniosku i zatwierdziły również ten projekt. Do listopada 2016 roku zakończyliśmy proces uzyskiwania zgód.
Początek wyprawy
Grupa wyruszyła z Londorossi Gate. Pierwsze odcinki szlaku przebiegały na umiarkowanej wysokości około 3 500 m n.p.m., co sprzyjało dobrej aklimatyzacji. Stopniowo nabierając wysokości, zespół dotarł do punktu Lava Tower, skąd skręcił na bardziej niebezpieczną, ale znacznie ciekawszą trasę Western Breach.
Przygotowania do wejścia na szczyt
Zdecydowano, że zespół spędzi kilka dodatkowych nocy w Arrow Glacier Camp, aby członkowie ekipy zdążyli się odpowiednio zaaklimatyzować i byli w pełni gotowi do obozowania w kraterze góry. Ten obóz słynie z krajobrazów zapierających dech w piersiach. Inne wyprawy rzadko docierają w ten rejon nawet w wysokim sezonie, dlatego to dobre miejsce dla osób, które cenią spokój na trasie.
Po naradzie przewodnicy zdecydowali, że atak szczytowy rozpocznie się o 5:30, gdy skały wciąż były skute lodem. Ograniczało to ryzyko obrywów skalnych. Aby bezpiecznie dotrzeć do krateru, trzeba było jak najszybciej pokonać ten odcinek szlaku.
Ponieważ głównym założeniem całego projektu był lot paralotnią z Uhuru Peak, najdogodniejsze miejsce na obóz znajdowało się w kraterze, skąd do szczytu można było dojść w kilka godzin trekkingu.
W kraterze
Zdecydowana większość grup wspinaczkowych spędza w strefie szczytowej nie więcej niż 20–30 minut, podczas gdy nasz zespół musiał pozostać tam 2–3 dni. To znacznie bardziej wymagające zadanie.
Pierwszego dnia grupa dotarła na szczyt z opóźnieniem, a porywy wiatru były zbyt silne na lot paralotnią. Nie mogliśmy ryzykować bezpieczeństwa pilota, dlatego ekipa musiała wrócić do Crater Camp i poczekać na kolejny świt.
Lot nad lodowcami
Następnego dnia ekipa szczegółowo sprawdzała krater i szukała najdogodniejszego miejsca do startu. Plan zakładał start w poprzek stoku, a następnie zwrot o 180° i lot ślizgowy w kierunku Moshi. Drugi dzień przyniósł jednak intensywne opady śniegu i gwałtowny wiatr. Wszystkie próby startu ostatecznie się nie powiodły. Jak opowiadał później Sergey, był tak wyczerpany, że ledwo dotarł do namiotu i natychmiast zasnął. Na takich wysokościach niedobór tlenu wyczerpuje wyjątkowo szybko.
Zaczynasz pojmować, że jesteś w jednym z najbardziej niezwykłych miejsc na Ziemi, a mimo to nie możesz zrobić nic poza leżeniem w namiocie i słuchaniem wycia wiatru.
Trzeci dzień w kraterze był znacznie chłodniejszy, ale wiatr wreszcie sprzyjał. Po szybkim śniadaniu grupa ruszyła do punktu startu. Doświadczenie zespołu, warunki pogodowe i determinacja złożyły się na powodzenie projektu.
Przy radosnych okrzykach zespołu i zazdrosnych spojrzeniach innych wspinaczy Sergey Shakuto wzbił się nad masyw majestatycznego Kilimandżaro. Widok jego sylwetki zawieszonej nad lśniącymi lodowcami był spektakularny. Wszystko przebiegło perfekcyjnie – pilot odbił się od stoku, złapał wiatr w plecy i ruszył w stronę Moshi.
Po locie na dystansie około 30 km Sergey bezpiecznie wylądował w rejonie Weru Weru, u podnóża Kilimandżaro, gdzie niecierpliwie czekał na niego nasz zespół.
Gdy wszystko dobiegło końca, Sergey Shakuto powiedział:
Zdobyłem niezwykle cenne doświadczenie wspinaczkowe i zrozumiałem, że wytrwałość jest jak pasta do zębów. Kiedy czujesz, że wykorzystałeś już całą energię, zawsze można wycisnąć jeszcze trochę. Właśnie tak dochodzi się do celu.
Cieszymy się, że w Altezza Travel doprowadziliśmy do końca kolejny tak wymagający projekt.
Wszystkie treści Altezza Travel powstają przy udziale ekspertów i po rzetelnym researchu, zgodnie z naszą polityką redakcyjną.
Chcesz dowiedzieć się więcej o wyprawach w Tanzanii?
Skontaktuj się z naszym zespołem. Znamy najważniejsze miejsca w całej Tanzanii. Nasi konsultanci wypraw, pracujący u podnóża Kilimandżaro, chętnie podpowiedzą i pomogą zaplanować podróż dopasowaną do Ciebie.
